Tabliczka: fryzjerka bielany mokła w strumieniach wrześniowego deszczu. Komisarz Jagoda Słotka przyglądała się jej z kwaśną miną. Stała w tym miejscu już dobry kwadrans, była mokra, wściekła i strasznie burczało jej w brzuchu. Zastanawiała się nad sprawą, nooo, próbowała się zastanawiać. Jednak nieszczęsna Fryzjerka bielany działała jej na wyobraźnię... odruchowo pomacała swoje mysie, krótkie włosy. Trzeba je jakoś zmienić, ufarbować albo obciąć, albo co? Z tego wszystkiego "albo co" podobało się jej najbardziej.

Wzięła duży łyk kawy z papierowego kubka, parsknęła i gwałtownie wypluła wstrętną, jasnobrązowa ciecz na mokry chodnik. Zakrztusiła się. Oczy zaszły łzami. 

— O w mordę! 

Popatrzyła z niechęcią na stojącego nieopodal mężczyznę. To on kupował kawę. Ale jakim cudem mógł ją tak spaprać? Wsypał do niej całą solniczkę? Idiota, pomyślała Słotka, a przez jej niespecjalnie urodziwą twarz przemknął cień. Była wściekła. Nie dość, że fryzjerka bielany, nie dość, że deszcz, i nie dość, że zerwali ją z łóżka o szóstej rano, to jeszcze ten dureń nie poradził sobie z kawą. Ludzie!!! Słotka westchnęła głośno. 

Tabliczka- fryzjerka bielany - załomotała na wietrze. 

Słotka pomyślała, że gdyby nie ten cholerny trup, mogłaby teraz przytulać ręce do cieplutkiego kubka z kawą we własnej kuchni. Fryzjerka bielany nie wytrzymała kolejnego podmuchu i z gracją poszybowała w górę...oczywiście nie fryzjerka, tylko biała tabliczka... Słotka zaskoczona pożegnała ją wzrokiem…

Przeczytaj część II przygód komisarz Jagody Słotkiej »