Wychowanie to proces. Świadomy i celowy. To my, rodzice, ustalamy w nim zasady i reguły. Prowadzimy z dziećmi gry interpersonalne, często manipulujemy i spekulujemy. Czy mamy świadomość, że wychowanie to tylko jeden z elementów kształtowania człowieka?

Jest takie jedno słowo na S… Zapomniane, rzadko używane. Kompletnie wypadło mi z głowy…

Mam je często na końcu języka! Trudno nie mieć... Kiedy tak na świat sobie patrzę i tak się światu dziwię, to chciałoby się powiedzieć: Ale co do cho…y? O co chodzi? Co robimy nie tak? Kochamy nasze dzieci, wychowujemy, wkładamy im do głów, co tylko się da i bez wątpienia robimy to tak, jak umiemy najlepiej. I jesteśmy pewni i nam się wydaje, że mają lepiej, niż my mieliśmy, i mają więcej wszystkiego i mogą więcej i lepiej itd. Przecież powinny być te nasze dzieci najlepsze na świecie i to we wszystkim. A nie są… I nawet nie chodzi o to, że nie są, pal sześć te wszystkie medale, dyplomy i nagrody, oskary i świetlaną przyszłość… Smutne jest to, że one są jakieś nie z tego świata. Niby wszystko wiedzą doskonale i potrafią dogadać się po angielsku i po chińsku, ale coś z nimi jest nie tak. Jakby były nieprawdziwe. O co chodzi? Och to kwestia drobiazgów...nie mówią: dzień dobry, nie przytrzymują drzwi nawet sobie nawzajem, nie podniosą papierka z chodnika, nie zamilkną w teatrze… Dlaczego? I tu znów się pojawia to słowo na S...

Traktujemy nasze dzieci inaczej niż nas traktowano. Mamy dostęp do wielu dobrych recept na wychowywanie, poradników, blogów, kursów on-line. Czy z tego wszystkiego wynika samo dobro?

My te nasze dzieci wychowujemy bez przemocy i kształcimy wszechstronnie i dbamy o ich tożsamość, nie pozwalamy im czuć się źle i niekomfortowo, ale nie żyjemy z nimi, a one nie żyją z nami. I tu jak ulał pasowałoby to słowo na S… Dzieci nie uczestniczą w żadnej codzienności, bo w tych wszystkich celowych zabiegach nie mają oni i nie mamy my na takie, przepraszam za wyrażenie, bzdety nawet chwili. Kto by tam sobie głowę zawracał tym, żeby razem odwiedzić sąsiadkę, cóż, trudno odwiedzać kogoś, o kim nie wiemy nawet, jak ma na imię, albo wybrać razem warzywa na bazarku, albo ugotować zupę, albo iść na pogrzeb, z którego niewiele mały człowiek zrozumie, ale zobaczy żal i łzy i usłyszy ciszę i o zgrozo może nawet się trochę przestraszy. Zapomnieliśmy, że nie ma to jak bać się bezpiecznie, trzymając za rękę ukochanego bliskiego dorosłego…

Dorosły i dziecko powinni żyć w tej samej rzeczywistości, nawet jeśli jest ona trudna, wymaga poświęceń i daleko odbiega do kreowanych przez media ideałów.

Tego właśnie nam brakuje: życia, obecności, współodczuwania, i to nie w tych zainscenizowanych, pięknych i bezpiecznych sytuacjach, ale zawsze. Dzieciom brakuje towarzyszenia nam dorosłym w codzienności. One nie potrzebują umiejętności, informacji, sprawności i kolejnego obcego języka, to wszystko można nadrobić w każdym momencie. One potrzebują czuć się częścią życia, które toczy się w każdej chwili, niezależnie od naszego planu i woli. Nie twórzmy dla naszych dzieciaków sztucznych sytuacji, bezpiecznych miejsc poza naszym życiem, wysp, na których siedzą samotne, smutne, kompletnie niezwiązane z niczym i z nikim.

Ciężar, który odczuwa rodzic mający świadomość, że w każdej sekundzie życia powinien być przykładem dla swoich dzieci, jest codzienną kulą u nogi. Warto pamiętać, że one najwięcej przyswajają, kiedy opada kurtyna.

To dążenie do doskonałości zabija autentyczność relacji. Zmusza do stwarzania sytuacji wychowawczych, a tymczasem każdy moment życia jest taką nieintencjonalną sytuacją, okazją do okazywania uczuć i emocji.

I jeszcze jedno… Nie róbmy tego sobie, bo kiedyś one zafundują nam dokładnie to samo, zamkną nas w jakichś doskonale przystosowanych miejscach, z łóżkami na pilota, podświetlanym kiblem, miłą panią, która nakarmi i umyje, w bezpiecznej przestrzeni dla starych ludzi, ale poza jakimkolwiek normalnym życiem. Zrobią tak nie z braku miłości, ale dlatego, że nie wpadnie im do głowy, że życie można dzielić. Jeśli nie dowiedzą się tego od nas, nie dowiedzą się nigdzie. Trudne słowo na S… Przypomniałam sobie! Socjalizacja! Polecam praktykować, i to w dużych dawkach!